Polecane Strony:

rydiger.pl - sprawy sądowe Kraków
multiprodukt.pl - pergo
ida.pl - Segmenty Marki
gral.nieruchomosci.pl - biuro nieruchomości dąbrowa górnicza
stal-kwas.pl - meble nierdzewne
Zapraszamy.
A A A

Martin Eden - część druga

 

 

 


Jack London

Martin Eden

 

Minął już cały tydzień, pracowicie spędzony nad książkami, od czasu pierwszego spotkania z Ruth Morse, a jeszcze wciąż Martin nie mógł odważyć się na powtórne odwiedziny. Parokrotnie już się decydował na pójście do niej, ale wątpliwości zawsze podcinały to postanowienie. Nie znał właściwej pory na składanie wizyt, nie miał się kogo poradzić w tej sprawie i drżał, by nie popełnić niewybaczalnego błędu. Zerwawszy z poprzednim trybem życia, uwolnił się od starych znajomości, a nie nawiązał jeszcze nowych, z konieczności więc poświęcał wiele czasu czytaniu, a długie godziny, w ciągu których oddawał się temu zajęciu, mogłyby zepsuć tuzin par normalnych oczu. Ale oczy Martina były niezwykle mocne, a zasilał je cudownie zdrowy organizm. Poza tym jego umysł był niby żyzne pole, podatne od zarania życia do książkowej abstrakcji i teraz gotowe już do siewu. Nauka nigdy dotąd nie sprawiała mu trudności, wgryzał się w wiedzę ostrymi zębami, co raz schwyciwszy, nie zwykły wypuszczać zdobyczy.
Pod koniec tygodnia wydawało mu się, że minęły wieki, tak nieskończenie daleko za nim pozostały dawne zwyczaje i dawny pogląd na życie. Martinowi wiele trudności sprawiał jednak zupełny brak podstawowego wykształcenia. Sięgał po książki, które wymagały całych lat specjalnego przygotowania. Dziś brał się do filozofii starożytnej, nazajutrz chwytał jakieś dzieło skrajnie nowoczesne i w rezultacie kręciło mu się
w głowie od niezgodności i sprzeczności myślowych. Coś podobnego zdarzyło mu się z ekonomistami. Na jednej i tej samej półce w czytelni znalazł Karola Marksa, Ricarda, Adama Smitha i Milla, lecz zawiłe sformułowania jednych nie uprawniały bynajmniej do twierdzenia, że poglądy innych są już nie na czasie. Martin czuł się otumaniony, lecz tym bardziej pragnął poznać prawdę. Roznamiętniły go ekonomia, przemysł i polityka.
Przechodząc przez Park Ratuszowy zauważył sporą gromadę ludzi, w której środku stało z pół tuzina mężczyzn o rozpłomienionych twarzach i prowadziło głośną dyskusję. Przyłączył się do słuchaczy i spotkał się tu po raz pierwszy z językiem filozofów ludowych. Jeden z przemawiających był bezdomnym włóczęgą, drugi agitatorem związków zawodowych, trzeci studentem prawa, resztę stanowili po prostu wygadani robociarze. Martin dowiedział się po raz pierwszy o socjalizmie, anarchizmie i jednolitym opodatkowaniu oraz zrozumiał, że istnieją zwalczające się nawzajem teorie społeczne. Słyszał setki nie znanych mu technicznych wyrażeń, należących do takich dziedzin myśli ludzkiej, z którymi dotychczasowa lektura nie zapoznała go jeszcze. Wskutek tego nie mógł ściśle podążać za przytaczanymi argumentami i musiał poprzestać na domyślaniu się znaczenia pojęć ukrytych pod tak dziwacznymi wyrazami. Był tam między innymi pewien czarnooki kelner wyznający teozofię , nie wierzący w nic piekarz ze związków zawodowych, jakiś staruszek, który zadziwił wszystkich głoszeniem niezwykłej teorii, że „wszystko, co istnieje, jest słuszne, wreszcie inny znów staruszek, rozprawiający bez końca o kosmosie oraz o ojczystym i macierzystym atomie.
Martin Eden, wycofawszy się z tłumu po kilku godzinach słuchania, czuł w głowie istny kołowrót i czym prędzej pobiegł do czytelni, żeby dowiedzieć się znaczenia zapamiętanych niezwykłych wyrazów.
Opuszczając czytelnię dźwigał pod pachą cztery dzieła; Naukę tajemną pani Bławatskiej, Postęp i ubóstwo, Kwintesencję socjalizmu oraz Walkę pomiędzy religią a wiedzą. Na nieszczęście rozpoczął lekturę od Nauki tajemnej. Każdy wiersz roił się od mnóstwa wielozgłoskowych, niezrozumiałych słów. Martin musiał usiąść w łóżku i częściej zaglądał do słownika niż do czytanej książki. Szukał znaczenia tak wielu nowych wyrazów, że gdy spotkał je ponownie, nie pamiętał już ich sensu i musiał zaczynać robotę od początku. Wreszcie postanowił zapisywać znaczenia nowych wyrazów w osobnym zeszycie i zapełniał w ten sposób stronicę za stronicą. Ale w dalszym ciągu gubił się w sensie czytanego dzieła. Czytał do trzeciej nad ranem i głowa mu pękała, ale nie zdołał opanować w pełni ani jednej z zawartych w tekście zasadniczych myśli. Podniósł wzrok i wydało mu się, że cały pokój wznosi się, opada i kołysze niby statek na morzu. Wtedy cisnął w kąt Naukę tajemną, zaklął kilkakroć soczyście, zgasił gaz i ułożył się do snu. Niewiele lepiej powiodło mu się później z trzema pozostałymi książkami. Nie wynikało to wcale ze słabości czy nieudolności jego umysłu? byłby mógł bez trudu przyswoić sobie te pojęcia, gdyby posiadał jaką taką wprawę w myśleniu i rozporządzał właściwymi narzędziami myślowymi. Domyślił się tego i przez pewien czas nosił się z zamiarem czytania wyłącznie słownika, dopóki nie opanuje wszystkich zawartych w nim wyrazów.
Za to prawdziwe ukojenie dawała Martinowi poezja, toteż czytał jej wiele, znajdując najwięcej upodobania w bardziej zrozumiałych utworach poetów o nieskomplikowanej psychice. Kochał piękno i tu je znajdował. Poezja wzruszyła go głęboko, na równi z muzyką. Czytając

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 56 Następna »